Naive 1

Spoglądając na niego, w jej głowie zawsze pojawiał się ten sam, znajomy zamęt. Był czymś nieokreślonym, wręcz przytłaczającym, jednak podświadomie i tak nie potrafiła zrezygnować z tego uczucia. To nie grzech patrzeć – a jednak. Gdy robiła to, wyraźnie czuła, że to, co czyni jest błędem, fatalną pomyłką, czymś, co nigdy nie powinno się zdarzyć. Mimo to, nadal jej nieposłuszny wzrok lgnął do niego, jak ćma do światła. Tak bardzo naiwna, nieświadomie podążająca ku samozniszczeniu.

Pojawił się w szkole znikąd. Po prostu wkroczył do jej klasy, jakby chodził do niej od zawsze, po czym usiadł w drugiej ławce od okna. Wszyscy się z nim witali, rozmawiali, zdawało się, że znali go, choć prawda była inna. Mimo to, chłopak sprawnie ignorował ten paradoks, wtapiając się w rzeczywistość jak kameleon. Po paru minutach nie wyglądał już jak nowy uczeń – klasa go pokochała, a raczej wyglądała, jakby najzwyczajniej w świecie kontynuowała jego kochanie z poprzedniego dnia. Wydawało się to dla nich jakże naturalne i bezbolesne, a jemu to nie przeszkadzało – sam zachowywał się jakby bywał w tej szkole codziennie,wcale się z tym nie kryjąc.

To dziwne – myślała. Sądziła, że skro tak, to i ona powinna potrafić zachowywać się tak samo. Niczym owca w stadzie, poklepać go wraz z innymi po plecach i z uśmiechem zaakceptować jego obecność. To na nic. Wiatr zwątpienia wciąż omiatał jej głowę, a serce jasno mówiło: nie znasz go i taka jest prawda. Obcy – usta ułożyły się w słowo, jednak dźwięk nie wydobył się, co uznała za przejaw godnego pożałowania instynktu samozachowawczego. Lepiej nie kusić losu, przecież ludzie tak łatwo odwracają się od siebie. Ktoś coś usłyszy, ktoś coś powtórzy, oceni i stwierdzi, że jest niemiła i dziwna, skoro nie potrafi przyjąć nowoprzybyłego z uśmiechem na ustach. Nieświadomie jej wzrok znów spoczął na nim, jednak tym razem postanowiła to wykorzystać. Skoro nie może z tym walczyć, powinna postarać się przyzwyczaić. Uczucia są ulotne, być może i ta niepewność oraz brak zaufania znikną, pozostawiając jedynie spokój. Nagle i on spojrzał na nią. Zwarcie było nieuniknione, a iskra jaka poszybowała w przestrzeń przypominała grom. Wiedział. Była tego niemal pewna – wiedział, że mu nie ufa i że jako jedyna nie zaakceptowała jego obecności w tej klasie.

Rzucił jej wyzwanie, a ona przyjęła je bez wahania. Dlaczego tego po prostu nie zignorowała? Przecież tak byłoby o wiele prościej. Nie, nie byłoby. Odpowiedź była oczywista – jego czerwone oczy nie były z tego świata i jakimś cudem tylko ona to widziała, co uznała za kartę atutową – kartę która pozwoli jej przeżyć... przynajmniej do lunchu.

 

Brak komentarza 19 Października 2014 o godz. 01:40

Naive 1

Komentarze 0

Tego Artykułu jeszcze nikt nie skomentował

Wyświetleń: 186