Naive 2

Jedzenie stołówkowe nigdy nie należało do jej ulubionych, jednak dziś wyjątkowo musiała z niego skorzystać. Jak na złość zapomniała drugiego śniadania, a właśnie nadszedł czas gdy jej brzuch postanowił grzmieć niczym stara beczka w którą właśnie ktoś z czułością kopnął, tak więc napędzana głównie chęcią uciszenia go, poszła do stołówki by coś zjeść. Przedarcie się przez stado dzieciaków, którzy niemal zabijali się o najlepsze kąski, nie należało do rzeczy łatwych. Poczuła się jak na ringu, musiała być czujna i niemożliwie skupiona, inaczej wyszłaby z tego starca z co najmniej podbitym okiem. Oczywiście gdy nareszcie doszła do celu na tackach pozostała jedynie do-niczego-podobna-breja oraz kotleto-podobne-coś. Wybrała drugą opcję, choć wolała szczerze nie myśleć z czego ów kotlet został zrobiony. Na całe szczęście dodatki wyglądały o wiele lepiej, tak więc dziękując pod nosem Bogu, nałożyła sobie sowitą porcję fasolki i piure ziemniaczanego. Oczywiście następnym krokiem było znalezienie miejsca. Rozejrzała się dookoła skupionym wzrokiem po sali. Z niezadowoleniem zauważyła tak znajomą grupkę ludzi oblegającą niemożliwie mały stolik pod oknem – tzw. „stolik VIP”. Siedziała tam sama śmietanka towarzyska liceum, do której ona jakimś cudem nie należała. Dobra... ten cud wcale nie był taki niezwykły – jeżeli pierwszy dzień szkoły rozpoczyna się pyskówką ze szkolną gwiazdą, po czym nazywa się ją „blondwłosą suką”, nie można oczekiwać od ludzi, że cię polubią. Dante miała to naprawdę gdzieś, bowiem nigdy nie lubiła podobać się i dopasowywać. Wolała mieć własne zdanie, co często demonstrowała na lekcjach, wszczynając słowne kłótnie z nauczycielami. Mimo wszystko akurat przez grono nauczycielskie była lubiana, ponieważ uważali ją za jedną z niewielu osób w szkole, które kłóciły się w sposób inteligenty, nazywany przez niektórych „zdrową dyskusją”. Ostatni raz powiodła wzrokiem po twarzach szkolnych gwiazd, gdy nagle natrafiła na niego. Nowy też tam był, oczywiście wyglądając jakby siedział tam od zawsze, co wcale jej nie zdziwiło. Być może naprawdę chodził do tej szkoły od początku, tylko ona była na tyle durna by tego nie zauważyć? Bzdura. Tylko ona była na tyle mądra by zauważyć, że jest tu nowy. Westchnęła przeciągle, po czym nieśpiesznym krokiem podeszła do stolika po przeciwnej stronie sali. Jako jedyny był pusty, więc od razu go wybrała. Nigdy nie lubiła towarzystwa przypadkowych osób, które i tak zatopione we własnym świecie nie zauważały jej istnienia. Usadowiła się na miejscu, pośpiesznie założyła na uszy słuchawki, po czym wbiła widelec w jedzenie. W uszach zabrzmieli The Kooks i tak lubiana przez nią piosenka Seasaide.

 

Do you want to go to the seaside?
I'm not trying to say that everybody wants to go...

 

Uwielbiała te proste słowa wyśpiewywane przez głęboki głos wokalisty, który odcinał ją od świata, magicznie przenosząc nad wybrzeże. Nagle jej widelec zastygł w powietrzu, a serce zawinęło się w chłodną kołdrę niepokoju. Bardziej go poczuła niż zobaczyła, jednak dobrze wiedziała, kto właśnie nad nią stoi – Nowy. Na chwilę przymknęła oczy, po czym wypuszczając głośno powietrze, wyjęła z ucha jedną słuchawkę.

– Czym zawdzięczam twoją obecność? Nie należę do elity, więc jeśli nie chcesz zepsuć swojego „idealnego” imagu, to radzę ci ze mną się nie zadawać. – rzuciła obojętnym głosem, jednak podświadomie czuła, że nie powinna go lekceważyć. Krzesło obok niej odsunęło się bezszelestnie i już po chwili Nowy siedział obok jakby nigdy nic, jakby o zgrozo siedział tam od zawsze, idealnie wpasowując się w nowe środowisko.

– Dlaczego? – spytał.

– Bo mnie nie lubią.

– Nie. – niemal warknął z niezadowolenia. – Dlaczego na ciebie to nie działa? – sprecyzował swoje pytanie, a ją szczerze zatkało.

– A co mam rozumieć przez „to”? – spojrzała na niego nieco zbyt wyzywającym wzrokiem, jednak nie potrafiła zachowywać się przy nim w inny sposób. Czuła się jak podczas walki – jeżeli odpuści, Nowy pożre ją, po czym bezszelestnie powróci do „stolika VIP”.

– Mój urok. – rzucił z miną tak poważną, że aż przerażającą. Prychnęła śmiechem, słysząc jego niedorzeczną odpowiedź.

– Może i jesteś przystojny, ale nie pochlebiaj sobie. Mam gdzieś twój urok i uwierz mi, że u mnie nic nim nie zdziałasz. – mówiąc te słowa, zwarła się z nim wzrokiem, jednak już po paru sekundach tego pożałowała. Boże, one naprawdę są czerwone – pomyślała, chcąc jak najszybciej stąd się ulotnić. Słuchał jej wywodu naprawdę cierpliwie, aż dziwne, że powstrzymał się na tyle długo, by od razu nie wygarnąć jej jak bardzo go wkurza. Jedyną jego reakcją był uśmiech. Coraz większy, bardziej przerażający i pewny siebie uśmiech – uśmiech samego diabła.

 

 Welcome to hell baby.

Brak komentarza 24 Października 2014 o godz. 23:14

Naive 2

Komentarze 2

daguska93
daguska93 27 Października 2014 o godz. 02:10

Szczerze, to nigdy nie czytałam "Pamiętników wampirów", więc jeżeli podobieństwo jest, to na pewno przypadkowe ;p Mam nadzieję, że kolejna część okaże się dla Ciebie już czymś całkiem innym, ale równie ciekawym Emoticon :)

Aju1992
Aju1992 25 Października 2014 o godz. 13:14

Wciąga historyjka. Pierwsza część przypomina mi bardzo rozpoczęcie serialu "Pamiętniki wampirów". Pomimo to czekam na kolejną dawkę licealistki Dante.

Wyświetleń: 170