Naive 4

Kogo szukał Tsukuyomi? To pytanie wciąż nie dawało jej spokoju, choć usilnie próbowała nie zagłębiać się w tę sprawę. Przecież już sam fakt, że japoński bóg z nią rozmawiał, był wystarczającym powodem do tego, aby siedzieć cicho. A jednak... nie potrafiła. To, że ujawnił przed nią swoją prawdziwą tożsamość dowodziło jego dość prostych intencji – nie chciał by się mieszała w nie swoje sprawy, a jeśli jego nie usłucha bóg jeden wie, co się stanie... no właśnie. Mimo tych wszystkich obaw jej ciało niemal same skierowało się do biblioteki. Postanowiła choć trochę zapoznać się z wrogiem, bowiem wyraźnie czuła niechęć Tsukuyomiego do jej osoby. Niechęć? Nie, to było coś innego. Swego rodzaju sucha wyniosłość i obojętność, będąca wystarczającą groźbą z jego strony. Odpędzając te myśli, pośpiesznie odnalazła na półce mitologię japońską, po czym usiadła w najdalej odsuniętej od wejścia ławie. Podświadomie chciała mieć oko na drzwi, by w razie potrzeby być chociaż świadomym zbliżającego się niebezpieczeństwa, jednak nawet tego nie była pewna. Miała dziwne wrażenie, że Tsukuyomi jeżeli tylko tego zapragnie, będzie mógł podejść do niej niczym duch – niezauważalnie zarówno dla niej, jak i dla innych w bibliotece, a wtedy nie będzie czasu już na nic.

 

„Mit o Wysokiej Równinie Niebios jest akurat jednym z niewielu mitów, które wyjaśniają zjawisko natury. Mowa jest w nim o tym, że władając już na Wysokiej RówninieNiebios, Amaterasu wysłała raz Tsukuyomiego, aby służył Toyouke (równie znana jako Ukemochi) – bogini żywności.Ta widząc, że będzie miała gościa chciała wykazać się gościnnością i przyjąć go ze wszelkimi należnymi honorami. Z jej ust zatem wyskoczyły dania, które zmieściła na 100 talerzach.Tsukuyomi jednak mocno zdenerwował się na nią za to, że chciała częstować go potrawami, które wydobyła z siebie – niejako zwracając je. Czując się urażony, zrobił użytek z miecza zabijając Toyouke i wrócił na Wysoką Równinę Niebios, by przedstawić Amaterasu przebieg wydarzeń. Ta jednak rozgniewana, wygnała go, nie chciała więcej widzieć nikczemnika. W ten sposób Japończycy tłumaczą w swojej oficjalnej mitologii, dlaczego słońce zostało oddzielone od księżyca.” („Mitologia japońska” Tomasz Rejmanowski)

 

Jej oczy powiększyły się jak dwa spodki. Z tego, co przeczytała, Tsukuyomi zabił Toyouke w sumie w wyniku nieporozumienia. Za ten czyn Amaterasu – jego siostra, wygnała go z Wysokiej Równiny Niebios, nie chcąc go więcej widzieć. Dlatego też Słońce nigdy nie spotyka się z Księżycem. O ile mit jest prawdziwy, Tsukuyomi nie powinien móc poruszać się swobodnie za dnia, a przecież chodzi do szkoły, jak każdy normalny uczeń. Czyżby Słońce – Amaterasu nie poznawała swego brata, a co za tym idzie Tsukuyomi przebierając ludzką postać pozostaje dla niej niewidzialny? Wiedziała, że może jedynie gdybać na ten temat, jednak chęć poznania prawdy była dla niej wręcz nie do przezwyciężenia.

– Nad czym się tak głowisz? – przestraszyła się nie nażarty słysząc za sobą głos, jednak szybko uspokoiła się widząc jedyną dla niej przyjazną twarz w tej nieszczęsnej szkole.

– Gale nie skradaj się tak! Prawie padłam na zawał! – skarciła przyjaciela, jednak mimo pozornej złości uśmiech mimowolnie cisnął się jej na usta. Z Galem znała się od podstawówki. Razem łazili po drzewach, razem bronili się przed szkolnymi gwiazdami i razem jako tzw. outsiderzy starali się przeżyć ogólniak we względnym spokoju. Stali za sobą murem i nie pozwalali by te drugie pozostało samo, co okazało się dla nich wybawieniem. Fakt, lubiła sama zajmować się sobą i tak też spędzać czas, jednak nawet ktoś taki jak ona potrzebowała przyjaciela, a Gale jej to zapewniał. Był taki jak ona. Niepokorny, mający gdzieś zasady i ograniczenia, jednak łamiący to wszystko z głową i rozsądkiem. To, że rozrabiali nie znaczyło, że znajdują się najniżej w stawce jeżeli chodzi o naukę. Wręcz przeciwnie. Ich oceny stawiane były za wzór i właśnie głównie z tego powodu nauczyciele przymykali oczy na ich drobne wybryki, których na przestrzeni całego roku było nawet całkiem sporo. Wagary, pyskówki nauczycielom i liczne bójki z gwiazdami – życie w liceum nie rozpieszczało. Usiadł naprzeciwko niej, uważnie mierząc ją swym szarym wzrokiem.

– Och, jak to mówią „co cię nie zabije, to cię wzmocni”, więc nie marudź. – mrugnął do niej zaczepnie okiem, po czym nachylił się od niechcenia nad otwartą książką. Mimowolnie zamknęła ją, nie będąc do końca pewna, czy powinna wciągać w tę całą sytuację Galea. – Ej, to jakaś tajemnica, czy co? – zmarszczył brwi, bardziej z rozbawienia niźli ze złości lub urażenia. Westchnęła przeciągle, chcąc wydać się dla niego jak najbardziej naturalna i wyluzowana. Na razie Nic mu nie powie. Nawet jeśli mitologia kłamie na temat Tsukuyomiego i nie jest on furiatem-zabójcą, to i tak czuła w kościach, że jest wystarczająco niebezpieczny, by trzymać się od niego z daleka.

– Same nudy na historię. Po przeczytaniu tego jedynie ziewniesz, a potem oskarżysz mnie o zanudzenie. – zaśmiała się najbardziej naturalnie jak potrafiła, sprawnie chowając książkę do swojej torby. Miała zamiar przejrzeć ją jeszcze raz w domu, szukając choć najmniejszych wzmianek o Tsukuyomim oraz jego rodzeństwie, a w szczególności siostrze Amaterasu.

– Mówisz? To chyba spasuję. Dziś na języku wystarczająco się wynudziłem. Ile można gadać o Szekspirze? Jego bohaterowie zawsze kończyli źle, ewentualnie jeszcze gorzej... katowanie nas tym i przygnębianie ani trochę nie jest humanitarne. – stwierdził, jak zawsze zaczynając swoją niekończącą się litanię skarg i zażaleń.

– Nie pojmujesz po prostu potęgi dramatu... happy end nie jest w cenie, teraz liczy się piła mechaniczna, krew na ścianie i mózg na podłodze. Szekspir wyprzedził swoje czasy, to geniusz. – zaśmiała się, powoli wstając z ławy. – Dzisiaj wracam prosto do domu. Poradzisz sobie sam?

– Jasne. Wiesz, że w sklepie trzymam cię tylko ze względów estetycznych. Przyciągasz klientów. Podobno ktoś puścił plotę, że jesteś ładna i tak to działa. – poczochrał ją z czułością po włosach.

– Goń się, wiesz? Następnym razem sam sobie będziesz układał płyty alfabetycznie i zobaczymy, kto tu będzie ostatni się śmiał. – posłała mu kuksańca w bok, nie mogąc powstrzymać się by trochę go nie podrażnić. Gale pracował po lekcjach w małym sklepie muzycznym, a ona chcąc jak najwięcej czasu spędzać z przyjacielem, również tam przesiadywała choć nie za pieniądze. Właściciela nie było stać na dwójkę pracowników, jednak jej to nie przeszkadzało. – Do zobaczenia jutro. – rozstali się pod bramą i każdy ruszył w swoją stronę. Przez całą drogę do domu miała w głowię historię Tsukuyomiego. Starała się to wszystko jakoś racjonalnie poskładać, jednak nic nie wskazywało na to, że owa historia ma jakiś sens. Westchnęła przeciągle, wchodząc do swojego pokoju. Automatycznie rzuciła torbę na łóżko i równie machinalnie otworzyła okno. Nagle jej ciało zamarło, a skórę przeszedł zimny dreszcz. Niebo dziwnie pociemniało, a na niebie pokazał się jedynie wielki, okrągły jak spodek i świecący... Księżyc.

 

Odwracanie się było zbędne, dobrze wiedziała kto siedzi na łóżku za nią.

– Jak już mówiłem Dante, to jeszcze nie koniec.

 

Przełknęła głośno ślinę. Jeszcze nie koniec? O ironio, miała wrażenie, że jeszcze nigdy nie była tak blisko własnego końca, jak teraz. Odwróciła się, napotykając jego czerwone oczy swoim prowokacyjnym wzrokiem. Nie miała zamiaru się poddać.

 

– Taaa wiem, to dopiero początek. – rzuciła, a Księżyc zamigotał białym blaskiem niemo się z nią zgadzając.

Brak komentarza 1 Listopada 2014 o godz. 00:46

Naive 4

Komentarze 1

Aju1992
Aju1992 1 Listopada 2014 o godz. 13:16

Ostatnie zdanie... klimatyczne.

Wyświetleń: 201