Naive 5

Naive 5

Mogła to nazwać komedią, choć każdy uznałby to za głupotę. Jak to? Komedią? Raczej dramatem, albo nawet horrorem zważywszy na to, co może jej Tsukuyomi zafundować. Mimo to odczuwała przemożną chęć, by głośno i bez pardonu... roześmiać się. Tak. Była dziwną osobą, dziwną na tyle, by zamiast płakać i krzyczeć ze strachu, szczerze śmiała się niebezpieczeństwu w oczy. Dlatego też patrząc w tym momencie na wielce znudzonego boga Tsukuyomiego siedzącego na jej łóżku, do tego ubranego w białe kimono z czarnymi wzorami, nie potrafiła powstrzymać się by nie parsknąć mu śmiechem w twarz. Przecież i tak jak będzie chciał mnie zabić, to to zrobi, prawda? – pomyślała. Jak na zawołanie Tsukuyomi zmierzył ją przeciągłym wzrokiem, co dało jej do zrozumienia, że jej mały popis został zauważony.

– Co to było? – głos miał karcący, jednocześnie podszyty nutką wyniosłości i pewnego wcześniej wspomnianego znudzenia. Uniosła pytająco brew do góry, choć bardziej było to przejawem grania na czas niźli wyrazem zdziwienia.

– Bogowie nie wiedzą, co to śmiech? – rozciągnęła palcami kąciki swoich ust, prezentując stanowczo-naciągany i mało-prawdziwy uśmiech. – Robisz o taaaaak i wydajesz przy tym dźwięk. Ha, ha, ha. – mruknęła, po czym usiadła na krześle obrotowym stojącym przy biurku. Nie miała pojęcia dlaczego, ale w ogóle nie czuła respektu do kogoś tak ważnego jak bóg Księżyc, choć z drugiej strony w życiu mało kto wywoływał u niej respekt.

– Mam wrażenie, że mi nie wierzysz. Nie wierzysz, że jestem tym kim jestem, i że mogę ci zrobić coś, co okaże się dla ciebie prawdziwym nieszczęściem. – głos miał zimny, jak powietrze podczas pełni. Niemal czuła jak małe kryształki zimna osadzają się na jej skórze.

– Wierzę. To, że nie padam ci do stóp i nie błagam o łaskę z twojej-o-jakże-jasnej-księżycowej-strony, to nie znaczy, że nie wierzę. – odpowiedziała równie zimnym głosem, choć szczerze wątpiła, by go to przejęło. – Po prostu, cała ta sytuacja... eh... no po prostu mnie śmieszy. –- oparła twarz o rękę, automatycznie kręcąc delikatnie krzesłem.

– Śmieszy cię. – powtórzył, smakując jak te słowa brzmią na jego języku. – A co w tym śmiesznego, że chcę pozbyć się problemu, który może zagrozić moim celom? – oblizał powoli usta, a jego czerwony wzroki zaiskrzył nieznacznie, podkreślając grozę słów jakie wypowiedział. Mimowolnie zadrżała. A jednak...

– Pozbyć się... – przełknęła ciężko ślinę. – A ten problem, jak zakładam, to ja?

– Mimo wszystko widzę, że potrafisz być bystra. – rzucił. Miała szczerą ochotę mu przyłożyć, ignorując strach jaki zagościł w jej trzewiach. Jak zginąć to z honorem i przytupem, co nie?

– A ty wkurzający. – warknęła. – Niby jak mam zagrozić twoim celom? To, że wiem kim jesteś, to nie znaczy, że w ogóle obchodzi mnie co tu robisz.

– Nie obchodzi, tak? – na twarzy pojawił mu się wyrafinowany uśmiech. Podniósł do góry otwartą dłoń i już po chwili jej torba, jak zdradziecki bliski, dosłownie przyleciała do niego. Nie przejmując się jej zszokowaną miną, zamaszystym ruchem wyjął z niej opasłą książkę. – Poznajesz? Skoro nie obchodzę cię, to po co ci Mitologia japońska? – spytał z dozą złośliwości w głosie. Zimny pot spłynął po jej karku, a serce załomotało, jakby chciało wyskoczyć z piersi i zatańczyć przed bogiem w całej swojej okazałości.

– Czytanie jest zakazane? – odparła, jednak dobrze wiedziała, że gra na zwłokę. Przecież mówił prawdę, wypożyczyła mitologię by dowiedzieć się o Tsukuyomim czegoś więcej. W tym samym celu wzięła książkę do domu, choć zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństwa jakie jej grozi.

– Mała, głupiutka Dante. – pokręcił karcąco głową, nadal jej się twardo przyglądając. – Nie wiem dlaczego jako jedyna nie dałaś się zauroczyć czarowi Księżyca, jednak postaram się tego dowiedzieć. To, co mnie fascynuję to fakt, że mimo pierwszego ostrzeżenia, nadal próbowałaś drążyć tę sprawę. Po co? – wyraźnie zażądał odpowiedzi.

– A znasz coś takiego jak ciekawość? – wychyliła się nieco do przodu w obronnym geście. – Najzwyczajniej w świecie byłam ciekawa. Wiedziałam o tobie tylko tyle, że jesteś Księżycem, więc automatycznie zapragnęłam dowiedzieć się czegoś więcej. – zmarszczyła z niezadowolenia brwi widząc po jego twarzy, że kompletnie nie łapie tego, co do niego mówi. – To normalne! – rzuciła. – Jak spotkasz kogoś sławnego, to nawet jeżeli go nie lubisz to automatycznie i bezwiednie szukasz o tej osobie informacji dla zaspokojenia ciekawości. To wcale nie znaczy, że knuję przeciwko tobie lub próbuję zniweczyć twój plan... jakikolwiek by nie był.

– Ciekawość jest podobną rzeczą ludzką, choć ja bardziej wolę określenie wścibskość. Pchacie nos tam gdzie nie trzeba, tam gdzie każde inne zwierzę by nie pchało, czując w ciele wyraźny odór śmierci. – otworzył książkę zdawałoby się na przypadkowej stronie, jednak miała dziwną pewność, że wybrane miejsce będzie dotyczyć niego. – Wiesz, że to co tu piszą, to zaiste jedynie mity. Coś, co ma w sobie ziarenko prawdy, jednak większość jest zełgane i dostosowane do potrzeb opowiadającego.

– Zdaję sobie z tego sprawę. Niby skąd ludzie mieliby znać aż takie szczegóły? Naoczni świadkowie? Guzik prawda. Nawet, to że w mitologii zgadzają się imiona jest rzeczą dość zastanawiającą. – mówiła, a jej słowa płynęły tak swobodnie, jakby rozmawiała z dobrym, starym Galem, a nie bogiem, który przed chwilą jak nie patrzeć groził jej śmiercią.

– Odpowiedzią są bogowie. To my podsuwamy wam pewne fakty... w końcu chcecie kogoś usilnie czcić, prawda? Jeżeli już macie to robić, to róbcie to dobrze. Ja nazywam się Tsukuyomi. Nie Tsukayomi, Tsukiyaki lub inne brednie. Skoro nas wzywacie po imieniu, wymawiajcie je poprawnie inaczej, jedyne co osiągnięcie to naszą złość. – wyjaśnił. O dziwo dość szybko uwierzyła w jego słowa. To dość logiczne, że ktoś denerwuję się, gdy inni nagminnie mylą jego imię.

– Dobra, rozumiem. – przygryzła niewinnie dolną wargę, po czym pośpiesznie wstała. – Chyba już wszystko sobie wyjaśniliśmy. Ani ja nie mam nic do ciebie, ani ty do mnie...

– Dante, ale ja mam coś do ciebie i to coś naprawdę dużego. – Przerzucił od niechcenia strony książki, po czym znów przeniósł swój znudzony wzrok na nią. – Chce byś była moimi oczami.

– Co? – warknęła. – A nie wolisz wymazać mi pamięci, czy coś? Masz przecież swoje oczy, są bardzo ładne i takie... no czerwone. Nie wystarczają ci? – paplała bez sensu, mając cichą nadzieję, że Tsukuyomi nareszcie się opamięta.

– Moje oczy nie sięgają wszędzie. Wasza szkoła ma dwa światy: tych popularnych i tych...

– No nie bój się tego powiedzieć: niechcianych lub jak kto woli wyalienowanych. – spiorunowała go wzrokiem, choć czerwień jego oczu wcale nie wyglądała na pokonaną.

– Ja niczego się nie boję. – warknął, na co ona niemal parsknęła śmiechem. Na całe szczęście posiadała w sobie jeszcze coś takiego, jak instynkt samozachowawczy, tak więc w ostatniej chwili powstrzymała się. – Jak już zdążyłaś zauważyć, to raczej mnie powinno się bać. – Dante przewróciła bezsilnie oczami. No pięknie, nadepnęłam na jego boskie ego...

– Nie to miałam na myśli... tak się u nas mówi. Przysłowie, powiedzenie... – brak zrozumienia nadal odbijał się w jego oczach. – Eh, zresztą nie ważne. Kontynuuj...

– Mój wzrok obejmuje jedynie to, co dzieje się wokół mnie. Należę do tych popularnych, co jest dość oczywiste...

– Jaki skromny. – sapnęła.

– A ty do tych niechcianych. – dokończył bezlitośnie. Zabolało ją. Jasne, że tak, bowiem kto lubi być tym niechcianym? Starała się mieć to gdzieś, jednak prawda jest taka, że gdyby nie Gale, jej psychika nie byłaby teraz taka pogodna. – Nie warto ze mną walczyć. Uwierz mi nie chcesz, by przeciwko tobie obrócił się sam Księżyc. – poczekał łaskawie aż słowa rozbrzmią odpowiednio, po czym znów przemówił. – Obserwuj dla mnie. Patrz, słuchaj, zapamiętuj wszystko co wyda ci się równie nie na swoim miejscu jak ja.

– Kogo mam szukać? – wolała dostać jakieś szczegóły, a nie suche naprowadzenia. Nie uwierzyłby, jak ta „niechciana” strona szkoły potrafi być nie na swoim miejscu.

– To nie twój interes. Nie musisz wiedzieć.

– To po, co w ogóle... – przerwał jej dzwonek telefonu.

– Odbierz. – rozkazał i choć korciło ją by olać dzwoniącego i odszczeknąć coś soczystego Tsukuyomiemu, jednak w ostatniej chwili zmieniła zdanie. To jak walka z wiatrakami i tak nic jej nie przyniesie.

– Słucham... – warknęła. – Och, Gale sorry mam zły dzień... Co? Chcesz wpaść? – spojrzała niepewnie na siedzącego przed nią boga. – Wiesz, to niezbyt dobry pomysł. Mam pewien problem... taa siedzi tuż przede mną i twardo nie chce się rozwiązać, ale poradzę sobie z nim spokojnie sama. Cześć. – odłożyła słuchawkę, czując palący wzrok Tsukuyomiego na sobie.

– Gale? – jego oczy zapłonęły, a usta wymówiły imię jej przyjaciela niemal z pogardą.

– Przyjaciel... o co ci...

– Obserwuj szkołę i przekazuj mi wszystko, inaczej... – ledwo zauważalnie, mignął jej przed oczami. Stanął w oknie, a w tle zamigotał Księżyc jakby witając się z samym sobą. Tsukuyomi odwrócił jedynie do niej głowę. Czarne włosy zafalowały, wyraźnie kontrastując z bielą kimona.

 

 

 

….. inaczej zginiesz. – dokończył, po czym zniknął, rozpływając się w jasnych objęciach samego siebie. Świat zawirował, a światło Księżyca zniknęło za chmurami.

 

– Inaczej zginę. – powtórzyła, po czym padła nieprzytomna na łóżko, rażona blaskiem, który już nie istniał.... zniknął za chmurami groźby.

Brak komentarza 5 Listopada 2014 o godz. 10:45

Naive 5

Komentarze 2

daguska93
daguska93 10 Listopada 2014 o godz. 01:28

DziękujeEmoticon :)

Fawnlice
Fawnlice 9 Listopada 2014 o godz. 08:22

Super ! Emoticon :D btw. Masz świetny styl pisania Emoticon ^^

Wyświetleń: 175