Proteus II (cz 1)

Proteus II (cz 1)

 

                                               

                                                            CZARNY KOŃ  

 

 

                                                                       1

 

 

  Spadające płatki śniegu powoli opatulały ziemie. Pomimo, iż niebo było bez chmurne, a księżyc mienił się blaskiem Kaito był otoczony tylko przez ciemność. Niepewnie stawiając krok za krokiem, co chwile odwracał się z przerażeniem trzymając broń ku górze. Nawet nie zauważył gdy z oczu zniknęła mu Iliana. Cisza jaka panowała była nie do zniesienia, dosłownie słyszał bicie swojego serca. Cofając się do tyłu poczuł uderzenie. Zanim zdążył zareagować jego palec był już na spuście, a przy jego szyi był długie czarne, różane pnącze.

- Iliana?!

-  Z łaski swojej zdejmij palec ze spustu. – Odparła z ulgą dziewczyna.  

Z mroku ponownie dało się usłyszeć ciche chichotanie.

- Dość! – Iliana podniosła rękę. – Zaifon aktywacja! – Jej rękawiczka rozbłysła, różane pnącza emanowały amarantowy światłem. Powoli czarna mgła zaczęła znikać.

 W odległości kilku nastu metrów stała ta sama dziewczynka, o roześmianych oczach, która poprzednio też wyłoniła się z mroku. Wyglądała na zwykłe dziecko, ubrana w dżinsowe ogrodniczki- gdyby nie jej oczy, oczy diabelsko święcące w mroku.

- Zepsułaś zabawę. Jesteś nie dobra! – Uśmiech z twarzy dziecka znikł.

- Iliana co to jest?! Mamy walczyć z dzieckiem?!

- Kaito ten bachor to potwór. Przed tobą stoi Proteus zabij albo daj się zabić. – Odparła brunetka

  Chłopak spojrzał na nią ze zdumieniem. Zacisną broń w dłoni, jeszcze raz przełkną ślinę, po czym zrobił głęboki wdech. W głębi duszy wiedział, że Iliana ma rację, taka jest jego praca, którą sam wybrał.

- Sorki mała. – Spojrzał na dziewczynkę zimnym spojrzeniem. – Zaifon aktywacja. – Jego pistolet zwiększył się-  wyglądem przypominał broń rodem ze Star Wars.

 Uśmiech zniknął z twarzy dziecka. Oczy dziewczynki rozbłysły, jej spojrzenie przeszyło ich obojem jak włócznia. Dwoje agentów tym razem nawet nie wyglądało na wzruszonych, stali dalej mierząc bronią w potworka przed nimi. 

- Nie chcesz się jednak bawić panie Senshi…- Jej głos był zimny i pusty, jakby teraz przed nimi stała inna osoba. – Wy Senshi tylko potraficie polegać na tych waszych zabawkach, a kim jesteście bez nich? Bestiami większymi od nas…

- Ty nazywasz nas bestiami?! Nie rozśmieszaj mnie, a kim ty jesteś bez swoich mocy?!- Oburzyła się Iliana.

- Kim ja jestem… jestem dzieckiem.

- Właśnie! – Krzykną Kaito. – Jesteś tylko dzieckiem więc co tu robisz?

 Dziewczynka spojrzała na niego. Jej wyraz twarzy przepełniał ból.

- Była bym dzieckiem bez swoich mocy. – Po jej policzku spłynęła łza. – Była bym dzieckiem też z nimi, ale to ludzie robią z nas potwory! Senshi za kogo wy się macie? – Jej małe piąstki zacisnęły się, nagle powoli jedna po drugiej w ziemie uderzały krople krwi. – Pan Shi ma racje… Ma racje co do was wszystkich.

 Jej dłonie rozłożyły się a krew na ranach delikatnie poruszyła. Kito zdążył tylko odepchnąć Iliane gdy krwawy bicz ruszył w ich stronę, przecinając przy tym dwa auta. Przymykając jedno oko wycelował i strzelił, po czym upadł. Rozbrzmiał huk, który niósł się po całej ulicy. Mężczyzna wstał. Nie dowierzając zacisną broń. Jego przeciwnik stał, nawet nie draśnięty. Na plecach poczuł oddech śmierci, gdy już wiedział, że potworek stoi za nim nie mógł zareagować. Zamykając oczy, zasłonił twarz ramieniem przygotowany na atak. Mocny podmuch wiatru sprawił, że Kaito otworzył oczy, przed nim stał olbrzymi mur z czarnych róż.

- Cross weź się wreszcie do roboty! – Krzyknęła Iliana odpychając krwawe ostrza.

 Kaito zrobił unik po czym pobiegł przed siebie. Ponowie wycelował i strzelił w przepołowiony wrak samochodu. Auto wybuchło rozpraszając przeciwnika. Padł kolejny strzał, dziewczynka odskoczyła i upadła. Oboje popatrzyli na nieruszające się ciało dziecka. Zapadła cisza. Wszystkie krwawe bicze opadły. Iliana odetchnęła z ulgą i odwróciła się zmierzając w stronę samochodów. Nagle znów dało się słyszeć śmiech, brunetka odwróciła się z przerażeniem.

- To nie możliwe trafiłeś! Jak nic trafiłeś.

 Dziewczynka przewróciła oczami i spojrzała z psychopatycznym uśmiechem na nich. Jej spojrzenie było nie tyle straszne co obrzydliwe, oczy przepełnione rządzą mordu.

- Panie Senshi to było nie miłe… Niestety muszę już iść. – Z jej twarzy nie znikał ten okropny uśmiech. Wokół niej pojawiła się znajoma, dziwna, czarna mgła. Była gęsta, można by rzec, że bardziej przypomina cienie. Powoli tajemniczy Proteus zaczął znikać w cieniach, zanim Kaito i Ilina zdążyli zareagować ich przeciwnik całkowicie pogrążył się w mroku.

  Ich spojrzenia spotkały się- oboje byli zmieszani tym co się stało. Z jednej strony uszli praktycznie bez szwanku, z innej przeciwnik uciekł, a z jeszcze innej kilkunastoletnia dziewczynka miała nad nimi lekką przewagę. Po skończeniu wymiany spojrzeń oboje ruszyli do samochodów. Latarnie na ulicach znów się paliły, wszystko wyglądało tak normalnie, praktycznie nie było wdać, że przed chwilą miała tu miejsce jakaś walką, no może tylko te dwa wraki przepołowionych aut.

- Męczy mnie jedno pytanie. – Odparł Cross przerywając cisze.

- Jakie?

- Gdzie do jasnej cholery jest King?! Nigdy go nie ma jak jest potrzebny!

- No, no. – Dziewczyna spojrzała na niego ze zdumieniem. – Nareszcie przypominasz typowego agenta. – Zaśmiała się. – Ale masz racje… Gdzie on jest? Ta zakała zawsze znika. Naprawdę życzę ci powodzenia podczas współpracy z nim. Jak dożyjesz świąt to będzie dobrze.

- Zaczynam się martwić… Chyba nie jest, aż taki zły.

- Zły? – Iliana ponownie zaśmiała się. – Zobaczysz jaki jest w swoim czasie.

- C-czekaj! Nie mów?! W byliście parą! – Chłopak staną wmurowany.

- Kolego… Pchasz się na wózek. – Brunetka stanęła przed nim. – Wolałabym już czołgać się pod płonącą ciężarówką niż mieć jakiekolwiek relacje z nim, inne niż zawodowe.

 Kaito przełkną ślinę. Doszło do niego czemu już mówią na Iliane  „czarna róża”. Po krótkiej wymianie zdań oboje ruszyli dalej. Samochody stały tam gdzie je zostawili. Na jednym aucie siedział znajomy, niebiesko włosy mężczyzna.

- No co tak długo? Randka?- Spytał zaciekawiony Paul

- Długoo?! Gdzie ty byłeś, nigdy cię nie ma gdy jesteś potrzebny! Ty się nazywasz partnerem! – Wybuchł Cross. King patrzył na niego ze zdziwieniem, unosząc brwi do góry.

- Wow. Nie spodziewałem się takiej reakcji…

- Nareszcie zachowuje się naturalnie. No nowy witamy w Nue. – Uśmiechnęła się Iliana kładąc rękę na ramieniu Kaito.

 Chłopak zrobił wdech i wsiadł do samochodu. Pokazał palcem na Kinga, potem na samochód dają mu do zrozumienia, żeby również wsiadał.

- Dobra ludzie ja jadę, muszę jeszcze załatwić parę spraw. Bye! – Pożegnała się Iliana wsiadając do samochodu.

 Oba auta odjechały, każde w inną stronę. Wóz Kaito i Paula jechał w stronę centrali. Główna siedziba japońskiego wydziału Nue mieściła się w centrum miasta. Budynek był jednym z najpilniej strzeżonych miejsc w Tokio. Nie było mowy o nie proszonych gościach, atak na główną bazę Nue to samobójstwo, nawet Algos omijał to miejsce. Mieściły się tu laboratoria i biura.

 Na miejscu było pełno czarnych furgonetek. Cały obiekt był monitorowany- zawsze agentów bawiło, że są bardziej śledzeni i obserwowani niż gwiazdy, a starego Holsa z ochrony, który za zwyczaj patrzył w setki ekranów, patrolując teren nazywali  „osiedlowym moherem” lub „paparazzi”. Wejście było równie pilnie strzeżone, uzbrojeni w zaifon strażnicy stali na dzień dobry odstraszając ciekawskich. Gdy tylko obaj mężczyźni przekroczyli drzwi przywitali ich ochroniarze.

- O Paul jak misja? Ponoć było ciekawie? – Dopytywał się ciekawski Max z recepcji.

- Szału nie było. Jak na kod infinite to nic ciekawego mnie nie spotkało, ale młody zaszalał. – Odparł King.

- Doprawdy no młody pochwal się! Jaki typ Proteusa? Mężczyzna czy kobieta? – oczy recepcjonisty lśniły z ciekawości.

 Paul zaśmiał się, widząc zimną minę kolegi.

- No młody nie krępuj się. – Dodał niebiesko włosy.

- Zamknij się. – Odparł krótko Kaito idąc dalej.

- Uuuuu. Coś nowy nie w humorze.

- Co poradzisz. Ja lecę. – Machną ręką i poszedł za chłopakiem.

 Musieli pojechać windą na jedno z najwyższych pięter, dokładnie siedemdziesiąte drugie. Nie było by za wesoło gdyby winda miała awarie. Na tym piętrze na które zmierzali mieściło się pomniejsze laboratorium. Laboratorium dla jednej osoby. Pracował tam Kris Walker, nazywany Black Fox przez wszystkich- ponoć pierwszy raz nazwał go tak Jack Votum ze względu na jego przebiegły charakter i rudą czuprynę, ale historii tego pseudonimu jest wiele. Za drzwiami windy na siedemdziesiątym drugim piętrze ciągną się korytarz, nie długi. Kończył się automatycznymi drzwiami z zamkiem elektronicznym, mogli je otworzyć tylko serafini lub upoważnione osoby. Gdy Kaito i Paul weszli do laboratorium oślepił ich blask wielkiego ekranu. Pomieszczenie było ogromne, uwagę przykuwało wielkie okno z widokiem na miasto, mieściło się tam pełno komputerów i innych maszyn, bronie rozłożone na części. Przy jednym z monitorów siedział rudy mężczyzna w okularach, jego fioletowe oczy patrzyły z zainteresowaniem w ekran.

- Byłem pewien, że ucierpisz. – Odparł zawiedzionym głosem mężczyzna w okularach, obracając się w ich stronę.– No wiesz ręka, noga, a tu jak zwykle „król” wychodzi bez szwanku.

- Fox… Jak zwykle irytujący jajogłowy, który kpie sobie grób. – Odpowiedział poirytowany King.

 Kaito bacznie obserwował z boku wymianę zdań tej dwójki. Oboje byli doświadczeni i cenieni w Nue tak podobni do siebie, a jednak tak inni.  Kris był głównie naukowcem, podobnie jak King skończył akademie, ale od machania bronią bardziej pociągały go badania nad mocą Proteusów i udoskonalanie zaifonów. Nie należał do osób lubianych w kręgach niższych stopniem agentów ze względu na swoje humorystyczne podejście do życia, czarny humor był jego wizytówką.

- Skończmy tą nie potrzebną konwersacje i przejdźmy do rzeczy. To jest Ka…

- Kaito Cross. – Przerwał Kingowi Fox. – Nowy serafin w Nue. W brew pozorom wyjątkowy egzemplarz, pochodzenie nie znane, ale cechuje go jego niezwykłe DNA, wiek dwadzieścia lat, a mimo to znalazł się praktycznie na szczycie.

- Stop! – Tym razem Kaito przerwał paplaninę Foxa. – Skąd tyle o mnie wiesz?!

- Ja wiem wszystko Cross, zapamiętaj to. Zawsze jestem pięć kroków przed innymi. – Rudowłosy puścił oczko do Kaito. – Wiem więcej o tobie niż ty sam, ale nie będziemy tu gadać o nowych, mamy ważniejsze tematy, jak Proteus, który zaatakował ciebie i różyczkę. Zdolność kontroli krwi w dowolny sposób, niesamowite! Potrafić zmienić krew w bicz, sztylet - zdolny przeciąć samochód, a to na pewno nie wszystko.

- S-skąd wiesz jaki rei posiadała?! Poza tym czym się tak ekscytujesz człowieku!? – Bulwersował się Kaito pierwszy raz spotkał się z takim podejściem.

- Młody spokojnie. – Odparł King. – Przyzwyczaisz się do jego postawy. Black Fox ma nietypowe podejście do pracy.

- Paul, a twój przeciwnik? Cień… Był tam, ale jakby go tam nie było. Ciekawe, nie sądzisz? – Spytał Fox, a jego oczy błyszczały jak diamenty.

-  Eee tam… Przeciwnik jak przeciwnik, ale tą cholerę było trudno trafić. W zasadzie tylko „to” drasnąłem.

- A to ci ciekawe! Ty nie mogłeś zabić przeciwnika? – Zaśmiał się Walker. – Dobra połóżcie broń tam.- Wskazał palcem podświetlony stół. – No ty pierwszy młody.

Kaito podszedł do stołu. Zza paska wyją pistolet i delikatnie go położył. Nagle nad blatem pojawiły się holograficzne okna- takie same jak na komputerze z tym, że w 3D. Pełno wykresów i tabeli.

- Pierwszy raz od dawna widzę model Judge, to trochę przestarzały zaifon, ale jakże brutalnie i skuteczny. – Fox spojrzał na jeden z wykresów, zdejmując okulary. – Używasz za zwyczaj za ledwie pięć… - Mężczyzna zamilkł. – No młody do tej rozmowy jeszcze wrócimy.

 Nagle największy ekran rozbłysnął. Pojawiło się tam okno rozmowy przychodzącej:

WALKER I KING SĄ PROSZENI DO GABINETU PANA JHONA VOTUMA, A I FOX NIE SPÓŹNIJ SIĘ…

 - Jejku jak centrala dobrze mnie zna… - Westchną Fox. – Dobra King zbieramy się, a ty młody… Ty odpocznij.

 Kaito spojrzał na swoją broń, potem na Foxa i wyszedł. Pozostali mężczyźni zrobili to zaraz po nim. Oboje musieli jechać na najwyższe piętro do szefa japońskiego wydziału  i głównego reprezentanta Nue w ONZ. Nie byli zadowoleni z tego wezwania, każde

zaproszenie na dywanik źle się kończyło. 

                                             

To już 2 roz. Proteusa, od teraz będę wstawiać po jednym lub dwóch podrozdziałach by nie odstraszać ilością tekstu :) Mam nadzieje, że się spodoba. 

 

Brak komentarza 2 Stycznia 2015 o godz. 19:25

Proteus II (cz 1)

Komentarze 4

Ninja
Ninja 6 Stycznia 2015 o godz. 23:16

Super tak jak poprzedni rozdział Emoticon :) jestem ciekaw jak dalej sie to potoczy. Jak na razie to współczuje biednemu Kaito Emoticon :p

Olinek
Olinek 2 Stycznia 2015 o godz. 22:05

Dziękuje bardzo Emoticon :) Fakt że komuś sie podoba doje motywacje do dalszej pracy Emoticon :D

Mars
Mars 2 Stycznia 2015 o godz. 21:54

Człowieku ja się przez ciebie w końcu załamię ;-; To jest świetne! Kurde lepsze (według mnie) od KLDV :3

LUCEK
LUCEK 2 Stycznia 2015 o godz. 19:59

Podoba sie, podoba, a przynajmniej mi.

Wyświetleń: 450