Oneshot - Papryczkowy facet

Kiedyś siedząc z Czarnym przy piwie, oglądaliśmy jakiś program śniadaniowy w telewizji. Był raczej mało twórczy, wręcz przesiąknięty treścią skierowaną jedynie do masy, a nie do jednostki, jakbyśmy sobie tego normalnie życzyli. Mimo to, z jakiegoś powodu wpatrywaliśmy swój wzrok w odbiornik, jakby nasze życie czarnych owiec zostało na moment zawieszone. Głównym gościem programu był człowiek, który potrafił zjeść dziesięć papryczek chilliw dwadzieścia sekund. Robił to niezwykle machinalnie, choć po jego spoconej i czerwonej twarzy wyraźnie było widać, że papryczki wcale, a wcale mu nie smakują.

– I niby, po co on to robi? – pytam, marszcząc nos z obrzydzenia. Właśnie w tym momencie facet zaczyna płakać, a jego twarz przypomina wykrzywionego pomidora. Czarny śmieję się z mojej reakcji, po czym zapal papierosa, popijając wiśniowy dym piwem.

– Kto wie, co mu siedzi w głowie – odpowiada. Przenoszę na Czarnego wzrok, jednak on nie patrzy na mnie. Uwagę ma skierowaną na monitor, gdzie papryczkowy facet opowiada właśnie, jak bardzo źle mu było, jedząc wszystkie papryczki na raz.

– Jemu? Chyba jedynie papryczki chilli.

– Mówisz? – nareszcie wzrok Czarnego pada na mnie. – A w mojej jest ogród, wypełniony kwiatami.

– Ogród? Kwiatami? – powtarzam, nie będąc pewien, czy aby na pewno dobrze usłyszałem. Och, bardzo dobrze usłyszałem. Mina Czarnego jasno mówi mi, że takie słowa w jego ustach, to nic dziwnego. Jako jego przyjaciel, powinienem już się do tego przyzwyczaić.

– Uhm – potwierdza. – Bo widzisz, mój mózg jest ogrodem, a myśli kwiatami. W zależności od mojego humoru, albo panuje tam słońce, albo pada mało przyjemny deszcz.

– W głowie? – mruczę, choć po prawdzie jedynie po to, by się z nim podrażnić. Czarny oczywiście, wyczuwa to. Pośpiesznie posyła mi zaczepnego kuksańca w żebra, na tyle mocnego, bym skrzywił się z bólu.

– Kiedy zaczynam o czymś myśleć, wtedy w mojej głowie kiełkuje nowa roślina. W zależności od tego, jak intensywnie myślę, lub czy moje myśli są pozytywne, wtedy roślina rośnie. Wypuszcza coraz większe pędy, zieleni łodygę, a w kulminacyjnym momencie wydaje pąk, który jest zapowiedzią pięknego finału.

– Z tego, co mówisz, myślenie wychodzi ci wybitnie łatwo. – zwracam mu uwagę. Czarny znów parska swoim unikalnym śmiechem, po czym wydmuchuję ciężki wiśniowy dym w moją stronę.

– Pozornie, jednak to dopiero teraz zaczynają się schody. – mówi, jednocześnie spoglądając na papryczkowego faceta. Właśnie pokazują w skrócie jego najlepsze momenty, choć słowo „najlepsze” jest tu raczej użyte nad wyraz. Biedak, na każdym ujęciu wygląda tak, jakby to był jego ostatni posiłek. Najwidoczniej muszą mu za to wybitnie dużo płacić, inaczej jedzenie papryczek chilli nie plasowałoby się tak wysoko, w jego osobistym rankingu „rzeczy do zrobienia”.

– Dlaczego? Masz już pączek myśli. Lada chwila, a rozwinie ci się z niego przepiękny kwiat, choć w twoim przypadku, jak nic będzie miał kolor czarny.

– Masz racje – przyznaje. – choć nie do końca. – dopowiada po chwili, oczywiście by mi dopiec.

Przez chwile nie kontynuuje, zapewne chcąc przemyśleć sobie pewne sprawy. Już widzę w myślach, jak w głowie wyrastają mu nowe pędy, a nawet więcej, niektóre pąki rozkwitają, pokazując jego oczom upragniony cel. Jakiego koloru są jego marzenia i myśli? Czy naprawdę tak, jak powiedziałem, są czarne, niczym nasze wspólne futro czarnej owcy?

– Rozkwitanie myśli, jest bardzo delikatnym procesem. Jeżeli włożę w to za dużo entuzjazmu, brawury i podążania  z a  c h w i l ą, to kwiat zaiste zakwitnie, jednak po chwili płatki celu opadną. Nie uda mi się zrealizować mojego celu, ponieważ chciałem tego zbyt mocno.

– Przez to, że chciałeś czegoś zbyt mocno, możesz to stracić? Więc starania się nie liczą?

– Liczą, jednak wszystko musi odpowiednio trwać. Jeżeli nie będziesz pielęgnował swoich roślin, wtedy uschną, zgniją, lub za szybko przekwitną. Dobre chęci również mogą zniszczyć coś, co potrzebuje czasu, by dojrzeć i dalej trwać. – tłumaczy mi cierpliwie. Myślę, że chyba rozumiem, o co mu chodzi.

– Wiesz, kiedyś miałem chomika – zaczynam. Czarny patrzy na mnie ze zdziwieniem, jednak po chwili uśmiecha się, tak jakby po zastanowieniu stwierdził, że jednak takie zwierzę do mnie pasuje.

– Naprawdę? Kto by się spodziewał. – dolewa mi piwa, po czym otwiera butelkę dla siebie. – I co z tym chomikiem?

– Nie żyje. – rzucam krótko, po części chcąc by nie było tu drugiego dna. Mimo to jest. Te dno, to dno jedno z najgorszych, najgłębszych, nie pozwalających na szybką ucieczkę. – Można powiedzieć, że za bardzo się starałem. Dawałem mu jeść, pić. Jak głupi uparłem się, by futrzak wychodził z klatki przynajmniej raz na dzień. Tak bardzo tego pilnowałem… a na końcu i tak zapomniałem z czystego pośpiechu zamknąć drzwi na balkon.

– Spadł?

– Uhm. – potwierdzam, choć uważam ten gest za zbędny. Moja wina była tu oczywista. – Podczas pośpiechu, zbytniej ekscytacji, czy też nadmiaru dobrych chęci łatwo o błędy.

– Niestety. – Czarny poklepuje mnie czule po plecach. – Dlatego, ja swój ogród pilnuję i pielęgnuję na spokojnie. Moje myśli kwitną wtedy, kiedy przychodzi na nie faktyczny czas… nie wcześniej.

– To do ciebie pasuje.

– Kwiaty w głowie? – Czarny śmieje się sarkastycznie, jednak po chwili spogląda na mnie poważnym wzrokiem. – A ty Dante? Co masz w głowie?

– Co mam w głowie? – powtarzam tępo, po czym ten mało elegancki wyraz zastępuję uśmiechem. – Chomiki. Małe puchate futrzaki.

– Tylko nie zapomnij zamknąć drzwi od balkonu.

– Nie zapomnę. – uroczyście obiecuję, jakby od tego zależało nie tylko życie moich futrzanych myśli, a moje własne.

Dopijamy piwo, śmiejemy się jeszcze przez chwilę, po czym wracamy do papryczkowego faceta. Co ma w głowie? Zapewne papryczki. Całe morze papryczek do zjedzenia. Nie może się śpieszyć, inaczej jego myśli spłoną wraz z ogniem niespełnionych chęci.

Brak komentarza 6 Kwietnia 2015 o godz. 00:27

Oneshot - Papryczkowy facet

Komentarze 0

Tego Artykułu jeszcze nikt nie skomentował

Wyświetleń: 127